Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 25 czerwca 2013

Rozdział 6

Oczami Jenny:
Obudziłam się rano. Spojrzałam na zegarek, który pokazywał 7:25. Mogłam spać dłużej, ponieważ nie miałam nic do roboty, nie musiałam iść do szkoły. Jednak burza myśli krążąca po mojej głowie nie pozwalała mi na bezczynne leżenie. Wstałam z łóżka i podeszłam do okna. Była ładna pogoda, więc postanowiłam przejść się na krótki spacer. Ubrałam się, uczesałam i zeszłam na dół. Starając się nie obudzić cioci, zrobiłam sobie śniadanie, a następnie cicho wyszłam z domu. Opuszczając mieszkanie poczułam ulgę i wolność, jakbym zostawiła tam wszystkie wspomnienia wczorajszego dnia.
Szłam londyńskimi uliczkami, wpatrując się w swoje buty. Nie widziałam gdzie iść, postanowiłam, że pójdę w miejsce, w którym jeszcze nie byłam. Mijałam różne domy i uliczki. Nagle zobaczyłam dość duży, biały dom. Wszystkie okna były zasłonięte od wewnątrz jakimś bordowym materiałem. W ogrodzie leżały butelki po piwie oraz różne śmieci i... czyjeś ubrania. Pewnie musiała tu być wielka impreza. Nagle poczułam lekki ucisk w żołądku. Przypomniałam sobie, że Niall robił imprezę. Zastanawiało mnie czy to jego dom, bo przecież mówił mi, że mieszka niedaleko Green Parku... Więc zgadza się miejsce, zgadza się to, że zeszłej nocy odbyła się tu impreza, ale to nie musi świadczyć o tym, że to akurat jego dom, prawda?
Ciekawość zżerała mnie od środka. Czułam ekscytacje, ponieważ jeśli to by był jego dom, wiedziałabym coś na jego temat. Na razie w ogóle go nie znam. Chciała bym się czegoś dowiedzieć.
Podeszłam do bramki, żeby zobaczyć czy na domofonie jest jakieś nazwisko. Niestety nic nie pisało. Oparłam się o bramkę, a ona się uchyliła. Mało brakowało, a wylądowała bym na ziemi. Stałam w miejscu, czekając na dalszy rozwój akcji. W dalszym ciągu nic się nie działo, nikt mnie nie zauważył...
Co ja w ogóle robię? Bezprawnie wchodzę na czyjąś posesję, a właściwie nie czyjąś tylko prawdopodobnie Nialla. Więc skoro go znam, a on mnie to mogła bym się rozejrzeć.
Nie Jenny, nie możesz, przecież gdyby Niall chciał, żebyś przyszła to by cię zaprosił, prawda?
Niepewnie zrobiłam krok w przód, nic się nie działo, potem kolejny i tak dalej, aż doszła do drzwi frontowych. Nie wiem co ja robię, przecież to chore, nie mogę wchodzić komuś do domu...
Skarciłam się w myślach za to co robię, a następnie nacisnęłam klamkę. Drzwi powoli otworzyły się. Moje serce biło szybko, a adrenalina skakała jak szalona.Weszłam do środka budynku. Przywitał mnie mocny odór alkoholu i tytoniu. Było ciemno, ale małe promienie słońca dostawały się przez ciemne firany. Mój rozum kazał mi stać, ale moja ciekawość i nogi kierowały mnie dalej. Z tego co się orientowałam, znalazłam się w salonie. Była tam wielka czarna kanapa, na której leżało mnóstwo osób. Na podłodze również leżeli pijani ludzie. Wszyscy w wieku około od 16 do 19. Moje oczy wędrowały po twarzach każdej osoby w poszukiwaniu Nialla. Dalej nie byłam pewna, że to jego dom, choć wszystko na to wskazywało. Postanowiłam pójść do kolejnej części mieszkania. Weszłam po schodach na górę, po czym szłam korytarzem. Było tam wiele drzwi, które po kolei otwierałam, zaglądając do środka. Po drodze przechodziłam nad leżącymi na podłodze osobami.
Nagle poczułam czyjeś dłonie na swoich biodrach. Zamarłam. Moje serce przyśpieszyło tak, że byłam na granicy wytrzymałości. Sparaliżowana odwróciłam się, aby zobaczyć kto stoi za mną. I w tym momencie mój oddech stał się płytki i szybki. Zrobiło mi się duszno. Zobaczyłam blond włosy i wpatrzone we mnie niebieskie oczy.
 - Co ty tu robisz? - zapytał Niall, widocznie zdziwiony moją obecnością.
 - Niall, ja... - nie mogłam nic powiedzieć. Byłam za bardzo sparaliżowana przez taki szybki obieg sytuacji.
 - Powiesz mi sama czy mam się dowiedzieć inaczej? - przymrużyłam oczy nie do końca rozumiejąc jego wypowiedzi.
 - Co masz na myśli? - ocknęłam się z wcześniejszego amoku.
Niall mocno przyparł mnie do ściany, napierając na mnie swoim ciałem. Chwycił mnie za nadgarstki tak, że nie byłam w stanie się poruszać. Nasze ciała się stykały, a twarze były niebezpiecznie blisko. Twarz Nialla nie wykazywała żadnej emocji.
 - Mówiłem ci żebyś tu nie przychodziła, czego nie zrozumiałaś w mojej wypowiedzi kochanie? - blondyn wychrypiał te słowa, przybliżając swoją twarz jeszcze bliżej mojej.
 - Po prostu byłam ciekawa, a ty zachowujesz się jak dupek! - powiedziałam szybko, próbując wydostać się z jego uścisku.
 - Powiedz mi coś czego nie wiem kochanie. - wyszeptał mi do ucha. - Jak bardzo cię do mnie ciągnie?
Nie wierzę, że to powiedział.
 - Możesz mnie puścić? - w dalszym ciągu próbowałam się od niego uwolnić. W końcu przestałam, uspokoiłam się i zamknęłam oczy. Wtedy Niall poluzował swój uścisk na moich nadgarstkach i minimalnie się oddalił.
 - A ty możesz mi w końcu odpowiedzieć? - spojrzał prosto w moje oczy. Jego wzrok dogłębnie mnie przeszywał.
 - Każdą dziewczynę pytasz o takie rzeczy? Wybacz, ale ja ci nie odpowiem, poza tym ja cię w ogóle nie znam. - Niall otworzył usta chcąc coś powiedzieć, ale mu przerwałam. Teraz to ja zbliżyłam się do niego, a nie na odwrót. - Może ty pierwszy odpowiesz, co?
W tym momencie Niall desperacko objął moją talie i wpił swoje usta w moje. Jeździł rękami bo moich plecach, zjeżdżając niżej. Chciałam to wszystko zatrzymać, ale nie mogłam. Jego usta były takie miękkie i idealnie współpracowały z moimi. Chciałam go odepchnąć, ale nie mogłam. To wszystko było zbyt piękne, aby to przerywać. Ręce Nialla znajdowały się już na moich pośladkach, a usta delikatnie szarpały moje. Blondyn wsunął swój zachłanny język do moich ust. Wydawało mi się jakby ten pocałunek trwał wieki. Nasze oddechy były coraz płytsze i nierówne, a my stawaliśmy się coraz bardziej zachłanni i pożądliwi. Niall przyparł mnie do ściany,a ja oplotłam jego szyję rękami. Podskoczyłam zaplatając swoje nogi na jego. Niall chwycił moje uda ściskając je i łaskocząc. Następnie w tej samej pozycji przenieśliśmy się do któregoś z pokoi. Rzuciliśmy się na łóżko i wtedy zrozumiałam co się dzieje.
 - Niall my nie możemy, przecież prawie cię nie znam. - powiedziałam cicho, lekko go odpychając. Niall przestał mnie całować, a ja wpatrywałam się w niego czekając na reakcję.
 - Wydaję mi się, że ci się podobało? - Wstał z łóżka i pociągnął mnie ze sobą. Teraz oboje staliśmy naprzeciwko siebie. Jakby nic się nie stało.
 - Nie znam cię, a po tym co zobaczyłam ostatnio, nie mam o tobie za dobrego zdania.
 - Jakoś nie obchodzi mnie twoje zdanie na mój temat. Dla mnie jesteś nikim kochanie. - po tych słowach mój żołądek nieprzyjemnie się przekręcił. Zabolało mnie to co powiedział.
 - A ty jesteś dupkiem! - wykrzyczałam jak dziecko. Nie miałam już siły na kłótnie z nim.
Wybiegłam, a moje oczy się przeszkliły.

PRZEPRASZAM że tak długo nie dodawałam! Nie miałam kompletnie czasu na pisanie. Mam nadzieję, że ten rozdział wam się spodoba. xx

sobota, 8 czerwca 2013

Rozdział 5

Oczami Jenny:
Przeczytałam sms od Nialla, zamarłam. Nie chciałam już ciągnąć tej znajomości, po tym co zobaczyłam. Podczas naszego pierwszego spotkania zachowywał się inaczej, nie wiedziałam, że może zrobić coś takiego.
Jednak pomimo tego wszystkiego, ciągnęło mnie do niego. Szerzę mówiąc to podczas dzisiejszego spotkania byłabym w stanie pobiec za nim i go przeprosić. Nie wiem za co, ale po prostu chcę być blisko niego. Nienawidzę tego. Jedna wielka nie wiadoma. Mam mieszane uczucia co do niego. Dodatkowo nie mam nawet kogo się poradzić, zwierzyć, no bo co powiem? Poczułam coś do nieznajomego, niebezpiecznego chłopaka, który ma każnego w dupie i wszystkie cechy przez które warto by go było zostawić... Jednak ma też tą dobrą stronę i może jej nie okazuje, ale ja to widzę. Prawdopodobnie się mylę, ale zawsze warto wierzyć...
Jeszcze raz przeczytałam wiadomość od Nialla, zastanawiając się czy mu odpisać czy zostawić tę sprawę w spokoju. Myślałam nad tym jak by to było moje być albo nie być. Znowu przeczytałam otrzymanego sms'a i moje serce zaczęło bić innym, szybszym rytmem.
Na klawiaturze telefonu wystukałam "czego ode mnie chcesz?". Zastanawiałam się czy dobrze postępuje... Czy to bezpieczne... i w tym momencie wybuchłam sarkastycznym śmiechem... Tak oczywiście ta znajomość jest bardzo bezpieczna.
Jeszcze raz spojrzałam na ekran telefonu i ostatecznie wybrałam opcję wyślij.

Oczami Nialla:
Impreza już się porządnie rozkręciła. Przyszło mnóstwo osób. Wszędzie leżały butelki piwa, niektóre już puste. W powietrzu unosił się zapach alkoholu i papierosów. Tego wieczoru miałem ochotę odpłynąć i zapomnieć o tym pieprzonym świecie.
Usiadłem koło mojego kumpla otoczonego całkiem niezłymi dziewczynami. On spojrzał na nie znacząco, po czym odeszły.
 - Gdzie masz swoją panienkę?- wymamrotał. Alkohol i inne substancję odurzające już zawładnęły jego umysłem.
 - To nie jest moja panienka cioto. - spojrzałem na niego, składając ręce w pięść.
Josh zaczął się śmiać, co mnie zdziwiło. Nie myślałem, że jego mózg, w tak krótkim czasie jest aż tak zawładnięty przez...
 - Znowu brałeś ? - on zaczął się jedynie jeszcze głośniej śmiać.
 - Stary, jesteś w totalnym gównie... - odszedłem. Nie będę kontynuować tej bezsensownej rozmowy...
Poszedłem na górne piętro, zobaczyć jak moi goście się bawią. Przeszedłem przez korytarz, zaglądając do znajdujących się tam pokoi. Wszyscy byli już mocno zjarani. Ja też wziąłem butelkę piwa, otworzyłem ją i przyłożyłem do ust, unosząc w górę. Szybko wypiłem alkohol przynosząc sobie jakiegoś rodzaju ulgę.
Wtopiłem się w tłum i zacząłem zajmować się kilkoma panienkami. Niestety coś mi przerwało. Poczułem wibrację mojego telefonu. Odszedłem na bok i wyciągnąłem komórkę z kieszeni. Odblokowałem ją i przeczytałem wiadomość od Jenny. Zdziwiłem się, że mi odpisała. Posklejałem znajdujące się na ekranie telefonu literki. Nie zastanawiając się odpisałem jej. Spowrotem  schowałem telefon do kieszeni, zabrałem kolejne piwo i dołączyłem do reszty, chwiejąc się w rytm muzyki.

Punkt widzenia Jenny:
Dostałam kolejnego sms'a od blondyna. Przejechałam palcem po ekranie i moim oczom ukazało się kilka słów.
         
             * Może wpadniesz? Zaproszenie masz zawsze. W parku za 20 minut kochanie. xx *

Nie chciałam się już nad tym zastanawiać. Skoro los daję mi taką szansę, nie mogę jej zmarnować. Nigdy nie wiadomo co zdarzy się jutro, więc trzeba żyć chwilą.
Szybko wystukałam krótkie "ok". Zaczęłam czesać włosy i poprawiać makijaż. Pośpiesznie zbiegłam ze schodów szukając cioci. Ona w dalszym ciągu siedziała przez telewizorem. Oznajmiłam, że wychodzę i nie czekając na odpowiedź wyszłam. Szybkim krokiem zmierzałam w stronę parku. Nagle wszystkie obawy wróciły, ale nie mogę się poddać moim urojeniom.
W ciągu piętnastu minut doszłam do umówionego miejsca. Zatrzymałam się i spojrzałam na telefon. Niall powinien już być.
Nagle poczułam ciepłe dłonie na swoich biodrach. Po moim ciele przeszedł dreszcz. Nie bałam się, bo wiedziałam, że to był on. Niall obrócił mnie, aby spojrzeć na moją twarz. Dalej trzymał ręce na moich biodrach. Jeszcze bardzie przysunął mnie do siebie. Nie czułam tego zmieszania co wcześniej. Miałam inny problem, poczułam ciepło w brzuchu. Jakby zamieszkało tam stado motyli.
 - Podoba ci się? - zabrzmiał jego niski głos. Te słowa mnie zawstydziły, gdyż uświadomiłam sobie że przez ten czas wpatrywałam się w jego twarz z lekkim uśmiechem. Spuściłam swoją głowę patrząc na jego unoszącą się i opadającą klatkę piersiową. Chciałam się uwolnić od jego uścisku, ale on jedynie go wzmocnił przysuwają mnie jeszcze bliżej, tak, że moja klatka dotykała jego. Nasze oddechy były nierówne, a mój stopniowo przyśpieszał. Niall chyba to zauważył, bo na jego twarzy pojawił się figlarny uśmieszek.
 - Możesz mnie już puścić? - powiedziałam przyciszonym tonem. Miałam nadzieję, że nie będę musiała odpowiedzieć na jego wcześniejsze pytanie.
 - Zrobię to jak mi odpowiesz. - niestety się myliła. Kompletnie nie wiem co powiedzieć.
 - Chyba śnisz... - Tylko to przyszło mi do głowy. Chłopak uśmiechnął się tajemniczo, a następnie mnie puścił. - To idziemy do ciebie? - przerwałam tą panującą pomiędzy nami ciszę.
 - Raczej tak, ale jeśli masz jakiś inny pomysł, mów. - powiedział trochę nie obecnie. Nie kontynuowałam tego tematu.
Szliśmy razem w ciszy przez mroczne uliczki. Było już całkiem ciemno. Niall jakoś dziwnie się zachowywał, jakby męczyło go moje towarzystwo.
Nagle zatrzymał się, a ja nie wiedziałam co mam robić. Stanęłam obok i zaczęłam mu się przyglądać. O co tu chodzi?
 - Czemu nie idziemy? - zapytałam zdezorientowana.
Niall zaczął się do mnie zbliżać. Moje serce zabiło mocniej. Patrzył się w moje oczy, jakby chciał znaleźć w nich jakąś informację. Przejechał kciukiem po moim policzku, a następnie chwycił moje biodra przysuwają mnie bardzo blisko siebie. Mój oddech stał się szybki i płytki.
 - Bardzo mi kogoś przypominasz, wiesz? - przerwał na chwile, wpatrując się we mnie. - Lepiej będzie jeśli wrócisz do domu.
 - Dlaczego? Niall możesz mi wytłumaczyć o co chodzi?! - mój poziom irytacji wzrósł. O co mu znowu chodzi. Już nic nie rozumiem.
Nagle Niall mocno przycisnął moje biodra, a następnie wpił się w moje usta. Całował mnie agresywnie, jakby chciał wyrzucić w ten sposób swoją złość. Ale na co albo na kogo mógł być zły? I jeszcze te słowa "bardzo mi kogoś przypominasz". To już za dużo na dzisiaj.
Nie odwzajemniając pocałunku, odepchnęłam blondyna najmocniej jak umiałam. Odsunęłam się od niego i zapytałam.
 - Niall mam już tego dość. Nie powinnam w ogóle zgadzać się na to kolejne spotkanie.
 - Czyli żałujesz? - powiedział to tak szczerze i poważnie jakby miało zależeć od tego czyjeś życie.
 - Nie, ale nic z tego nie rozumiem. - spuściłam wzrok.
 - Dowiesz się wszystkiego w swoim czasie kochanie. - podszedł do mnie i potarł swoim nosem o mój.
Chwile stał wpatrując się w moje oczy, a następnie odszedł. Już trzeci raz odkąd go poznałam po prostu odszedł.
Wróciłam do domu i rzuciłam się na łóżko. Byłam wyczerpana. Cały czas w głowie krążyły mi jego słowa...
Bardzo mi kogoś przypominasz wiesz? 

Hej, sorry, że musieliście dość długo czekać, ale mam teraz dużo nauki ;/ Mam nadzieję, że przynajmniej rozdział wam się spodoba. A no i dzięki na miłe komentarze <3

sobota, 1 czerwca 2013

Rozdział 4

Oczami Nialla:
Cały dzień zastanawiałem się czy spotkać się z Jenny. Szczerzę mówiąc nie chciałem zaczynać tej znajomości, ani jej kontynuować.  Jedynym powodem, dla którego miałem się z nią spotkać to kumple, którym obiecałem przyprowadzić nową laskę.
Z moich obliczeń wynikało, że więcej jest minusów niż plusów tej znajomości. Jenny za bardzo przypominała mi o... Z resztą nie ważne. To już skończone, ja i ta dziwka... To był mój największy błąd, którego już nigdy nie popełnię.
Spojrzałem na zegar, była 18.00. O tej godzinie miałem spotkać się z Jenny w parku. W dalszym ciągu się zastanawiałem. Nie chciałem jej tu, na imprezie w moim domu... Jednak gdyby nawet sama przyszła to i tak pewnie bym jej nie zauważył. Dzisiaj będzie tu na tyle wiele osób, że nawet nie zamienię z nią słowa. Na samą myśl o dzisiejszej imprezie, na twarz wchodzi mi figlarny uśmieszek. Wszyscy ostro się zabawimy i będzie mnóstwo niezłych dziewczyn. Już widzę jak moi kumple się o nie "zatroszczą".
Usiadłem na łóżku i miałem zamiar szybko i ostatecznie podjąć decyzje związaną z Jenny. Potarłem obie ręce o siebie, starając się racjonalnie myśleć. Uśmiechnąłem się pod nosem, wypowiadając ciche TAK.
Szybko wstałem, zabrałem z krzesła moją czapkę i wybiegłem z domu. Mam nadzieję, że jeszcze ją złapię.
Muszę, w końcu co MI się nie udało?
Biegałem po parku próbując ją znaleźć. Nagle zobaczyłem znajomą sylwetkę. Zwolniłem, przyglądając się dziewczynie. Tak, to była ona. Powoli zacząłem się do niej zbliżać. Siedziała na ławce, wpatrując się w swój telefon. Będąc na tyle blisko, oplotłem ją rękami od tyłu, na co ona momentalnie się odwróciła. Na jej ciepłym, miękkim ciele pojawiły się dreszcze. Dziewczyna wpatrywała się we mnie przez chwilę nic nie mówiąc, a ja nadal oplatałem dłońmi jej ciało.
 - Trochę się spóźniłeś - powiedziała z wyrzutem, nie zmieniając swojej pozycji.
 - Musi ci bardzo zależeć skoro nadal tu jesteś, kochanie. - wyszeptałem jej do ucha. Za każdym razem to sprawiało, że dostawała gęsiej skórki. Lubiłem jak zawstydzała się przez moje słowa, ton i ruchy.
Jenny jedynie pokręciła przeczącą głową, jakby nie była wstanie zrobić nic innego. Rozśmieszyło mnie to. Zacieśniłem uścisk na jej talii, a następnie ją puściłem. Zauważyłem widoczną ulgę na jej twarzy, co mnie zdziwiło. Usiadłem koło niej. Ona cały czas mi się przyglądała.
 - Co jest? - spytałem zdziwiony jej ciągłym spojrzeniem na mnie.
Jenny przekręciła się w moją stronę, krzyżując nogi na ławce.
 - Zawsze jesteś taki dla dziewczyn? - przymrużyłem oczy, starając się ją zrozumieć.
 - Jaki? - spytałem zupełnie zaskoczony jej wcześniejszymi słowami.
 - Zawsze je uwodzisz? jeśli w ogóle można to tak nazwać... Pewnie tylko je wykorzystujesz, a potem zostawiasz i mieszasz je z błotem. One łudzą się, że jesteś tym jedynym. Komplementujesz, całujesz, przytulasz od tyłu, ale to tylko pozory, bo tak naprawdę są ci potrzebne wyłącznie do jednego! - ostatnie słowa wypowiedziała prawie krzycząc, jakby wpadła w jakiś trans. Każde słowo wypowiadała sucho, bez jakichkolwiek uczuć. Słysząc każde,  jej kolejne zdanie byłem coraz bardziej zaskoczony.
 - Co ty o mnie wiesz suko? Radzę ci uważać, bo nawet nie wiesz w co się właśnie wpakowałaś. - przysunąłem się do niej i mocno chwyciłem ją za nadgarstki. Ostro wpatrywałem się w jej oczy, chcąc wyszukać jakiejś odpowiedzi. - myślisz, że jesteś taka mądra, silna? - uśmiechnąłem się sarkastycznie. - zapewniam cię, że jesteś jak każda inna szmata, z którymi się już pieprzyłem.

Oczami Jenny:
Byłam przerażona. Nie miałam pojęcia, ze moje słowa tak go wkurzą. Chciałam po prostu wyładować moją złość.
Twarz Nialla zupełnie zmieniła wyraz. Jego oczy stały się ciemniejsze, a wszystkie mięśnie napięły się. Jego dłonie mocno zacisnęły się na moich nadgarstkach. Nie wiedziałam co mam teraz zrobić, chciałam, żeby mnie puścił, zostawił i nigdy nie wracał. W tym momencie po prostu się go bałam. Nie myślałam, że może być zdolny do czegoś takiego.
 - Przepraszam. - cicho wyszeptałam. Nie miałam, ani siły ani odwagi wypowiedzieć tego głośniej.
Niall słysząc to trochę złagodniał i zmniejszył nacisk na moje nadgarstki. W jego oczach nadal było widać złość. Korzystając z okazji wyślizgnęłam się z jego dłoni i szybko wstałam z tej cholernej ławki. Blondyn nadal tam siedział przypatrując się uważnie moim ruchom. Moje ciało drżało, a ręce stały się zimne. Odwróciłam się w jego stronę, powoli idąc tyłem. - Wiesz co Niall, żałuję tego. Żałuję tego, że odważyłam powiedzieć ci co myślę i żałuję tego, że w ogóle cię poznałam. Nie powinnam tu przychodzić.
Odwróciłam się z powrotem, w kierunku w którym chciałam iść. Nie czekałam na jego odpowiedź, po prostu odeszłam. Za dużo mnie to wszystko kosztowało. Moje oczy lekko się zamgliły. Myślałam, że ta znajomość potoczy się inaczej. Spojrzałam do tyłu na ławkę, na której jeszcze przed chwilą obydwoje siedzieliśmy. Nialla już tam nie było. On też po prostu odszedł. Nawet nie wytłumaczył mi dlaczego się spóźnił. To wszystko działo się tak szybko. Dobra, teraz muszę o nim zapomnieć i nie myśleć. To koniec naszej  krótkiej, letniej znajomości.
Nie lubię zapominać. To sprawia, że czuję pustkę. Najgorsze jest, że to już nigdy nie powróci. Zostaną nam jedynie wspomnienia, które po jakimś czasie i tak znikną.
I tak rozmyślając dotarłam do domu. Przed wejściem sztucznie się uśmiechnęłam. Nie mogę być smutna, nie chcę, żeby ciocia to zobaczyła. Znowu zaczną się pytanie co się stało. Mam jej powiedzieć, że umówiłam się z chłopakiem, którego w ogóle nie znałam, a on prawie mnie pobił. Jedyne co mi zostaje to założyć maskę i iść dalej.
 - Cześć ciociu. Udała ci się dzisiejsza randka? - powiedziałam wchodząc do domu. Zauważyłam, że moja ciocia siedzi na kanapie, ogląda jakąś komedie romantyczną i objada się lodami. Taaa czyli wyszło nie najlepiej.
 - Cześć skarbie. Wiesz co, Jack to kompletny idiota! - wypowiedziała te słowa, po czym spytała. - A ty nie powinnaś być na imprezie? - zmierzyła mnie pytającym wzrokiem.
 - Jakoś nie wyszło. - powiedziałam smutno i poszłam na górę do pokoju.
Rzuciłam się na łóżko i wtuliłam w poduszkę. Zamknęłam oczy, dokładnie przypominając sobie wydarzenia z dzisiejszego dnia. Moje nadgarstki były zaczerwienione i nadal bolały.
Nagle poczułam, że coś w mojej kieszeni drga. Wyciągnęłam telefon, a następie przejechałam palcem po wyświetlaczu. Na ekranie pokazał się napisz "wiadomość od Niall". Widząc to zamarłam. Nie chciałam czytać co ten dupek do mnie zapisał. To był koniec znajomości. Nie chcę, żeby to co dzisiaj wydarzyło się jeszcze raz. Niestety moja ciekawość była silniejsza i postanowiłam przeczytać SMS'a od Nialla.

                            *Myślisz, że dam ci spokój? To dopiero początek piękna. xx*

Hej! Cieszę się, że czytacie i że się podoba. Piszcie jak wam się podoba ten rozdział, bo szczerzę to dzisiaj nie miałam weny ;/

wtorek, 28 maja 2013

Rozdział 3

Oczami Jenny:
Odblokowałam telefon i przeczytałam wiadomość, którą przed chwilą dostałam. Była od nieznajomego numeru, ale po treści można się było domyśleć kto jest nadawcą...
               
                *Spotkajmy się w Green Park jutro wieczorem. Ubierz coś fajnego, 
                                   pójdziemy do mnie kochanie. xx*

Długo myślałam nad odpowiedzią. Zastanawiałam się czy na pewno się zgodzić czy lepiej będzie jeśli odmówię... ale w końcu już się zgodziłam, więc chyba nie wypada teraz się nie zgodzić. Kogo ja okłamuję... dobrze wiem, że nie chodzi o to co wypada, a co nie. Chcę iść na tę imprezę. Ten chłopak, Niall... on jest interesujący, a ja nie mogę zmarnować takiej szansy.
W końcu wróciłam do świata żywych i odpisałam zwyczajne "OK". Wiem, że to głupie i mogłam się postarać na coś lepszego, ale w tej chwili nic innego nie przychodziło mi do głowy.
Po odpisaniu na wiadomość Nialla położyłam się, mając zamiar zasnąć. Ułożyłam się wygodnie i jeszcze przez długi czas snułam historię jutrzejszej imprezy...

Oczami Nialla:
Przeczytałem wiadomość od Jenny i chodź nie była ona zbyt rozwinięta ucieszyłem się. Byłem zadowolony, że w ogóle się zgodziła. Chyba zrobiłem na niej dobre wrażenie, bo kto normalny idzie do kogoś obcego na domówkę... 
Nagle zadzwonił mój telefon. Przez chwilę myślałem, a nawet miałem nadzieję, że to Jenny. Był to jednak mój kumpel.

- Siema Niall, słyszałem, że wyrwałeś jakąś fajną laskę dzisiaj. To prawda co chłopaki mówią? - Czy Josh się śmieje czy tylko mi się wydaję? Ale z czego?
 - A co mówią? - nie mam pojęcia o co mu chodzi, co go tak rozbawiło...
 - No, że ty i ta twoja laska... coś między wami jest stary? - moje mięśnie automatycznie się napięły, a temperatura ciała momentalnie podskoczyła. - Wiesz, mi możesz powiedzieć. - czy on myśli, że będę mu się zwierzał??
 - Pojebało cię?! Znam ją od paru godzin, a poza tym to nic nie warta szmata... - jednak na twarz wkradł mi się mały uśmieszek... - Ale nie powiem ciało ma niezłe. Przyjdzie jutro na imprezę - nie miałem ochoty się mu tłumaczyć. Nic nie czułem do tej dziewczyny, na prawdę była dla mnie NIKIM.
 - Dobra stary spokojnie. W ogóle jak udało ci się ją przekonać, żeby poszła do ciebie. Przecież ona cię nie zna? - ostatnie zdanie Josh wypowiedział z powagą, nie dowierzaniem. Chyba za mało wierzy w moje umiejętności.
 - Jak byś jeszcze nie zauważył mam swoje sposoby - powiedziałem figlarnie.
 - Zupełnie nie wiem co te laski w tobie widzą... - po tych słowach rozłączył się.

Rzuciłem telefon na łóżko, a następnie sam na nim usiadłem. Zacząłem analizować moją rozmowę telefoniczną z Josh'em. Zadałem sobie proste pytanie... zupełnie nie zobowiązujące. Czy ona mi się podoba? Po mimo tego, że znam ją zaledwie kilka godzin, coś ciągnie mnie do niej. Nagle przypomniały mi się bolesne wspomnienia. Od razu poczułem niechęć do tej dziewczyny. Jeśli choć przez chwile mi się podobała, w tym momencie zniszczyłem jakiekolwiek uczucia do niej. 

Oczami Jenny: 
Obudziłam się rano przez rażące promienie słońca, przedostające się przez zasłony. Spojrzałam na zegarek. Było około południa. Ach... uwielbiam długo spać. Dobra dość tego. Trzeba wstać i wziąć się w garść. Zwlekłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Wykonałam poranną toaletę, a następnie ubrałam się w zwykłe, ale bardzo wygodne, szare dresy i biały t-shirt. Zeszłam na dolne piętro, gdzie przywitała mnie moja ciocia. Cała w skowronkach, biegająca po kuchni. Przyrządzała mnóstwo pyszności.
 - Przepraszam, ale czy coś się stało? - stanęłam przed nią obierając się o blat kuchenny
 - A co miało się stać słońce? A nawiązując do słońca, to późno wstałaś. Dobrze się spało? - nie odwracając wzroku od kolorowych kanapek zadała mi szereg pytań.
 - TAK CIOCIU... dobrze się spało. A teraz nawiązując do ciebie to... czemu jesteś taka... no szczęśliwa jak nigdy. - nie wiedziałam jak nazwać to jej obecne zachowanie. Po wypowiedzeniu tych słów podeszłam do stołu i zaczęłam zajadać się pysznościami przez nią przygotowanymi.
 - No więc, skoro już zauważyłaś... - chciało mi się śmiać, przez nagłą powagę mojej cioci. - ...poznałam kogoś i jesteśmy dzisiaj umówieni. - jej mina dalej była cholernie poważna, a ja wewnątrz zwijałam się ze śmiechu. Natychmiast się uspokoiłam, przypominając sobie o MOIM DZISIEJSZYM SPOTKANIU. Zupełnie o tym zapomniałam!
Moja ciocia mówiła coś do mnie, ale ja zupełnie jej nie słyszałam. W mojej głowie krążyły myśli jedynie związane z dzisiejszą imprezą, tym co włożę i niestety Niallem... Już sama myśl o tym chłopaku wywoływała u mnie gęsią skórkę.
Po śniadaniu postanowiłam wybrać "kreację" na dzisiejszy wieczór. Powywalałam wszystkie ubrania z mojej szafy i zaczęłam po kolei mierzyć każde z nich. Tworzyłam chyba wszystkie możliwe kombinacje. W końcu zdecydowałam się na czarne obcisłe rurki, luźny czarny podkoszulek z Charlie Chaplinem i czarne vans'y.
Spojrzałam na zegarem, była już 17.00! Uczesałam się, pomalowałam rzęsy i nałożyłam błyszczyk. Przed wyjściem zjadłam coś na szybko i wybiegłam w stronę parku.
Po około dziesięciu minutach byłam na miejscu, ale Nialla tam nie było. Stwierdziłam, że poczekam kilka minut, potem kilkanaście. Byłam wkurzona. Niall mnie wystawił? Wiedziałam, że takiemu chłopakowi nie można ufać. Siedziałam na ławce wyzywając Nialla i przeklinając jego osobę.

Hej, Dziękuje za miłe komentarze. Cieszę się, że czytacie, dla tego postanowiłam napisać ten rozdział. To chyba najdłuższy rozdział jak dotychczas? xx


sobota, 25 maja 2013

Rozdział 2

Punkt widzenia Niallera:
Muszę przyznać, że dziewczyna była całkiem niezła. Można się z nią zabawić... Popatrzyłem na chłopaków wzrokiem "biorę ją dla siebie". Podszedłem do niej i zagadnąłem.
 - Hej, jestem Niall - podałem jej rękę. Trochę się witając, trochę pomagając jej wstać.
 - Jenny. Macie cela chłopaki... - czy ona jest wkurzana czy tylko mi się wydaję...
 - O co ci chodzi? - przecież to ona sama się wywaliła.
 - Hmm... o co może mi chodzić, to nie ty leżałeś przed chwilą na ziemi. - prawie wysyczała. Ta dziewczyna działa mi na nerwy, rozumiem, upadła, ale to nie moja wina, że jest taką ciotą.
 Nie chciałem ciągnąć tego tematu, bo do głowy przyszedł mi inny pomysł.

Punkt widzenia Jenny:
Nie wiem czemu byłam dla niego taka chamska, a blondyn starał się być dla mnie całkiem miły. Tym zachowaniem chciałam trochę zamaskować fakt, że się wywaliłam. W dodatku nie przez ich piłkę ale, po prostu się potknęłam.
 - Może mogę ci to jakoś wynagrodzić? - Niall wypowiedział te słowa w ten sposób, że dostałam gęsiej skórki. Na twarzy chłopaka pojawił się figlarny uśmieszek.
 - Co masz na myśli? - nie widziałam co może mi zaproponować. Szczerze mówiąc wyglądał na chłopaka zdolnego do wszystkiego.
 - Nie martw się, przecież nie proponuję ci pójścia ze mną do łóżka. - byłam zdziwiona, że to powiedział. Lekko się zaczerwieniłam, co on najwidoczniej zauważył, bo zaczął się śmiać.
 - Wcale tak nie myślałam. - próbowałam się tłumaczyć, ale nie byłam za bardzo wiarygodna.
 - Kochanie, twoja mina mówiła sama za siebie. - blondyn niebezpiecznie się do mnie zbliżył i wyszeptał mi te słowa do ucha. Miał taki ponętny głos, że chciałam go pocałować. Z drugiej strony czułam do niego odrazę. Zaraz, zaraz czy on powiedział do mnie kochanie? Co on sobie wyobraża?
Momentalnie odsunęłam się od chłopaka, na co on lekko się uśmiechnął. Jakby wygrał jaką rozgrywkę.
Po tych słowach, nie byłam w stanie nic wypowiedzieć. Na szczęście Niall zrobił to za mnie.
 - Organizuje jutro imprezę u mnie. Może wpadniesz? Pogadamy sobie, bliżej się poznamy... - wypowiadając te słowa chłopak znowu się do mnie przybliżył. Czy on ma jakiś problem... Tak ja już widzę to jego "poznawanie".
 - Raczej nie. - No bo co miałam powiedzieć, w sumie chciała bym pójść na jakąś imprezę. Zwłaszcza, że chłopak jest naprawdę pociągający. Jednak bałam się, nie wiem do czego on jest zdolny, w dodatku na imprezie u siebie w domu.
Chłopak chyba zauważył, że się waham, bo po chwili dodał.
 - Jesteś pewna? Kochanie taka okazja może się nie powtórzyć. - Kochanie? Niech on się ogarnie. Boże jak on to wszystko wymawia. Zachowuje się jak jakaś męska dziwka.
 - Tak, kochanie! - znacząco zaakcentowałam słowo KOCHANIE, co wywołało lekki grymas na jego twarzy. Miałam już dosyć gadania z tym zapatrzonym w siebie blondaskiem. Jeszcze chwila i mu to wszystko powiem. Odwróciłam się od niego i po prostu odeszłam.
Nie zrobiłam nawet kroku, a poczułam silny dłonie na moich nadgarstkach. Zostałam mocno przyciągnięta do chłopaka. Z tego wszystkiego zaczęłam drżeć. Chłopak trzymał mnie mocno, bardzo blisko siebie, wpatrując mi się głęboko w oczy. Dopiero teraz zauważyłam jego piękne niebieskie tęczówki. Mimo tego, że bardzo mi się podobał, przerażał mnie. Najpierw ten ton, teraz to... Staliśmy tak nieruchomo kilka minut. W końcu chłopak przerwał tą męczącą cisze.
 - To może jednak wpadniesz? - dalej nalegał. I co ja mam zrobić? Zaryzykować czy odpuścić i odejść. W jego uścisku nie byłam w stanie racjonalnie myśleć.
 - Nie wiem gdzie mieszkasz. - powiedziałam wypuszczając wstrzymywane powietrze. Błagam niech on mnie już puści, czuję się nie komfortowo.
 - Napisze ci SMS'a. - jak to SMS'a? Przecież on nie zna mojego numeru. Czy ten chłopak jest normalny. Wypowiadając te słowa chłopak nareszcie mnie puścił i po prostu odszedł ze swoimi kolegami.
 - Czekaj, ale ty nie masz mojego numeru. - Krzyknęłam do oddalającego się Nialla.
Na moje słowa chłopak odwrócił się do mnie i  puścił mi oczko. Po chwili mój telefon zawibrował. Byłam w szoku.

Hej mam teraz trochę czasu, więc postanowiłam napisać drugi rozdział ;) 
Czytajcie, komentujcie!

Rozdział 1

Punkt widzenia Jenny:
- Jenny spakowałaś wszystko? - moja mama pytała się już o to chyba dziesiąty raz, no ile można.
- Tak mamo mam wszystko, czy możemy już jechać? Spóźnię się na lotnisko.
Wsiadłyśmy do auta i ruszyłyśmy. Przez całą drogę nic  nie mówiłam. Wyobrażałam sobie jak to będzie w Londynie. Czy coś się zmieni... Mam nadzieję, że poradzę sobie w tym wielkim świecie z moim angielskim. W sumie nie mam się czego obawiać, będę mieszkać u mojej cioci. Ona jest świetna. Taka wyluzowana...
No, no Jenny zbliża się czas imprez i wielkiego szaleństwa. W końcu muszę sobie jakoś wynagrodzić ten stracony czas w rodzinnym, nudnym i bezsensownym miasteczku.
Moje wspaniałe plany przerwała mi moja mama informując, że jesteśmy na miejscu. Obie wysiadłyśmy z samochodu i udałyśmy się w kierunku lotniska.
- Będę za tobą bardzo, bardzo tęsknić Jen - no nie moja rodzicielka zaraz się rozpłacze, ale pewnie jeszcze przed tym da mi wskazówki jak mam się zachowywać u cioci...
- Ja za tobą też mamo - już chciała coś powiedzieć, ale jej przerwałam - Kocham cię.
Na te słowa moja ukochana mamusia mocno mnie przytuliła i odesłała do samolotu.
Ach czuję zapach wolności. Nie to, że nie kocham moich rodziców, ale miałam już dość ich rozkazów, spędzania wolnego czasu itd. Myślałam tak jeszcze chwilę, wpatrując się w chmury, aż zasnęłam.
Obudził mnie wstrząs lądującego samolotu. Pozbierałam się, przeczesałam włosy i wyszłam z tej wielkiej puszki. Gdy zobaczyłam Londyńskie lotnisko, byłam zagubiona. To wszystko jest takie ogromne. Na szczęście w dość krótkim czasie dostrzegłam moją ciocie. Pospiesznie do niej podeszłam.
- Cześć kochana! Jak się leciało. Pewnie jesteś zmęczona, a ja chciałam cię oprowadzić po Londynie. No cóż to może jutro? Świetnie! Chodźmy do auta - ale ona ma tępo, nie zdążyłam odpowiedzieć na ani jedno pytanie a ona już siedziała w samochodzie czekając na mnie. Coś czuję, że to będą bardzo męczące wakacje.
W domu, ciotka pokazała mi mój pokój po czym poinformowała, że jest omówiona z koleżankami. Taa... ona się nigdy nie zmieni. Więc zostałam sama i rzuciłam się na łóżko. Leżałam parę minut, jednak stwierdziłam, że nie jestem zmęczona. Wstałam, przebrałam się i wyszłam zwiedzić trochę okolice.
Szłam londyńską uliczką, wpatrując się w domy i ludzi. Boże zachowuję się jak jakaś psychopatka!
Z zamyślań wyrwały mnie huki. Zobaczyłam grupkę chłopaków grających w piłkę. Nie powiem byli zajebiście przystojni. Nawet nie zauważyłam, że z tej ekscytacji stałam w miejscu, wpatrując się w nich.
Jeden z chłopaków kopnął w moją stronę piłkę. Chciałam jakoś ją wyminąć, czy coś, ale wyszło na to, że się wywaliłam. Jaka ze mnie idiotka. Leżałam na ziemi przed mega przystojnymi chłopakami. Ja to umiem poderwać chłopców. Przynajmniej sprawiłam, że zaczęli się śmiać...
Nagle usłyszałam niski głos chłopaka. Był chyba najlepszy z całej grupki. Nie wiem czemu, ale na głos blondyna moje serce zaczęło szybciej bić.
 - Dobra chłopaki wystarczy! - czy on właśnie kazał im przestać się ze mnie śmiać? Zdziwiłam się, bo momentalnie przestali.
Blondyn popatrzył na resztę znacząco, po czym powoli do mnie podszedł.

No więc jest pierwszy rozdział. Spotkanie Nialla i Jenny. Wiem, że krótki i beznadziejny, ale nie umiem zaczynać. Proszę komentujcie i piszcie jak wam się podoba. ;*


piątek, 24 maja 2013

Prolog

Perspektywa Jenny:
Miałam dość nudne życie, nic się nie działo. Mieszkałam w małym mieście, którego naprawdę nienawidziłam. Codziennie marzyłam, aby któregoś dnia wyjechać i już nigdy nie wrócić na to zadupie. Moja rodzina nie była bogata, ale jakimś cudem udało nam się nazbierać pieniądze na mój wyjazd do Londynu. Moje marzenie naprawdę się spełniło! Ale to co zdarzyło się tam, to już całkiem inna historia. Przeżywałam tam chyba wszystkie możliwe uczucia, od wielkiej euforii do najgłębszego smutku. Nienawiść, przyjaźń, miłość...
Z moim szczęściem, oczywiście nie mogłam trafić na kogoś normalnego, ale w sumie sama nie jestem oceanem spokoju i normalności. Ten którego obdarzyłam zaufaniem, przyjaźnią, a może nawet czymś więcej był nieprzewidywalny, tajemniczy, ale coś trzymało mnie przy nim. Po mimo tego, że często mnie ranił, nie   mogłam go zostawić, zapomnieć. Pokochałam go.

Hej, dopiero zaczynam, więc jeśli czytacie to komentujcie, żebym wiedziała czy w ogóle zaczynać tego bloga. Xx