Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 28 maja 2013

Rozdział 3

Oczami Jenny:
Odblokowałam telefon i przeczytałam wiadomość, którą przed chwilą dostałam. Była od nieznajomego numeru, ale po treści można się było domyśleć kto jest nadawcą...
               
                *Spotkajmy się w Green Park jutro wieczorem. Ubierz coś fajnego, 
                                   pójdziemy do mnie kochanie. xx*

Długo myślałam nad odpowiedzią. Zastanawiałam się czy na pewno się zgodzić czy lepiej będzie jeśli odmówię... ale w końcu już się zgodziłam, więc chyba nie wypada teraz się nie zgodzić. Kogo ja okłamuję... dobrze wiem, że nie chodzi o to co wypada, a co nie. Chcę iść na tę imprezę. Ten chłopak, Niall... on jest interesujący, a ja nie mogę zmarnować takiej szansy.
W końcu wróciłam do świata żywych i odpisałam zwyczajne "OK". Wiem, że to głupie i mogłam się postarać na coś lepszego, ale w tej chwili nic innego nie przychodziło mi do głowy.
Po odpisaniu na wiadomość Nialla położyłam się, mając zamiar zasnąć. Ułożyłam się wygodnie i jeszcze przez długi czas snułam historię jutrzejszej imprezy...

Oczami Nialla:
Przeczytałem wiadomość od Jenny i chodź nie była ona zbyt rozwinięta ucieszyłem się. Byłem zadowolony, że w ogóle się zgodziła. Chyba zrobiłem na niej dobre wrażenie, bo kto normalny idzie do kogoś obcego na domówkę... 
Nagle zadzwonił mój telefon. Przez chwilę myślałem, a nawet miałem nadzieję, że to Jenny. Był to jednak mój kumpel.

- Siema Niall, słyszałem, że wyrwałeś jakąś fajną laskę dzisiaj. To prawda co chłopaki mówią? - Czy Josh się śmieje czy tylko mi się wydaję? Ale z czego?
 - A co mówią? - nie mam pojęcia o co mu chodzi, co go tak rozbawiło...
 - No, że ty i ta twoja laska... coś między wami jest stary? - moje mięśnie automatycznie się napięły, a temperatura ciała momentalnie podskoczyła. - Wiesz, mi możesz powiedzieć. - czy on myśli, że będę mu się zwierzał??
 - Pojebało cię?! Znam ją od paru godzin, a poza tym to nic nie warta szmata... - jednak na twarz wkradł mi się mały uśmieszek... - Ale nie powiem ciało ma niezłe. Przyjdzie jutro na imprezę - nie miałem ochoty się mu tłumaczyć. Nic nie czułem do tej dziewczyny, na prawdę była dla mnie NIKIM.
 - Dobra stary spokojnie. W ogóle jak udało ci się ją przekonać, żeby poszła do ciebie. Przecież ona cię nie zna? - ostatnie zdanie Josh wypowiedział z powagą, nie dowierzaniem. Chyba za mało wierzy w moje umiejętności.
 - Jak byś jeszcze nie zauważył mam swoje sposoby - powiedziałem figlarnie.
 - Zupełnie nie wiem co te laski w tobie widzą... - po tych słowach rozłączył się.

Rzuciłem telefon na łóżko, a następnie sam na nim usiadłem. Zacząłem analizować moją rozmowę telefoniczną z Josh'em. Zadałem sobie proste pytanie... zupełnie nie zobowiązujące. Czy ona mi się podoba? Po mimo tego, że znam ją zaledwie kilka godzin, coś ciągnie mnie do niej. Nagle przypomniały mi się bolesne wspomnienia. Od razu poczułem niechęć do tej dziewczyny. Jeśli choć przez chwile mi się podobała, w tym momencie zniszczyłem jakiekolwiek uczucia do niej. 

Oczami Jenny: 
Obudziłam się rano przez rażące promienie słońca, przedostające się przez zasłony. Spojrzałam na zegarek. Było około południa. Ach... uwielbiam długo spać. Dobra dość tego. Trzeba wstać i wziąć się w garść. Zwlekłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Wykonałam poranną toaletę, a następnie ubrałam się w zwykłe, ale bardzo wygodne, szare dresy i biały t-shirt. Zeszłam na dolne piętro, gdzie przywitała mnie moja ciocia. Cała w skowronkach, biegająca po kuchni. Przyrządzała mnóstwo pyszności.
 - Przepraszam, ale czy coś się stało? - stanęłam przed nią obierając się o blat kuchenny
 - A co miało się stać słońce? A nawiązując do słońca, to późno wstałaś. Dobrze się spało? - nie odwracając wzroku od kolorowych kanapek zadała mi szereg pytań.
 - TAK CIOCIU... dobrze się spało. A teraz nawiązując do ciebie to... czemu jesteś taka... no szczęśliwa jak nigdy. - nie wiedziałam jak nazwać to jej obecne zachowanie. Po wypowiedzeniu tych słów podeszłam do stołu i zaczęłam zajadać się pysznościami przez nią przygotowanymi.
 - No więc, skoro już zauważyłaś... - chciało mi się śmiać, przez nagłą powagę mojej cioci. - ...poznałam kogoś i jesteśmy dzisiaj umówieni. - jej mina dalej była cholernie poważna, a ja wewnątrz zwijałam się ze śmiechu. Natychmiast się uspokoiłam, przypominając sobie o MOIM DZISIEJSZYM SPOTKANIU. Zupełnie o tym zapomniałam!
Moja ciocia mówiła coś do mnie, ale ja zupełnie jej nie słyszałam. W mojej głowie krążyły myśli jedynie związane z dzisiejszą imprezą, tym co włożę i niestety Niallem... Już sama myśl o tym chłopaku wywoływała u mnie gęsią skórkę.
Po śniadaniu postanowiłam wybrać "kreację" na dzisiejszy wieczór. Powywalałam wszystkie ubrania z mojej szafy i zaczęłam po kolei mierzyć każde z nich. Tworzyłam chyba wszystkie możliwe kombinacje. W końcu zdecydowałam się na czarne obcisłe rurki, luźny czarny podkoszulek z Charlie Chaplinem i czarne vans'y.
Spojrzałam na zegarem, była już 17.00! Uczesałam się, pomalowałam rzęsy i nałożyłam błyszczyk. Przed wyjściem zjadłam coś na szybko i wybiegłam w stronę parku.
Po około dziesięciu minutach byłam na miejscu, ale Nialla tam nie było. Stwierdziłam, że poczekam kilka minut, potem kilkanaście. Byłam wkurzona. Niall mnie wystawił? Wiedziałam, że takiemu chłopakowi nie można ufać. Siedziałam na ławce wyzywając Nialla i przeklinając jego osobę.

Hej, Dziękuje za miłe komentarze. Cieszę się, że czytacie, dla tego postanowiłam napisać ten rozdział. To chyba najdłuższy rozdział jak dotychczas? xx


sobota, 25 maja 2013

Rozdział 2

Punkt widzenia Niallera:
Muszę przyznać, że dziewczyna była całkiem niezła. Można się z nią zabawić... Popatrzyłem na chłopaków wzrokiem "biorę ją dla siebie". Podszedłem do niej i zagadnąłem.
 - Hej, jestem Niall - podałem jej rękę. Trochę się witając, trochę pomagając jej wstać.
 - Jenny. Macie cela chłopaki... - czy ona jest wkurzana czy tylko mi się wydaję...
 - O co ci chodzi? - przecież to ona sama się wywaliła.
 - Hmm... o co może mi chodzić, to nie ty leżałeś przed chwilą na ziemi. - prawie wysyczała. Ta dziewczyna działa mi na nerwy, rozumiem, upadła, ale to nie moja wina, że jest taką ciotą.
 Nie chciałem ciągnąć tego tematu, bo do głowy przyszedł mi inny pomysł.

Punkt widzenia Jenny:
Nie wiem czemu byłam dla niego taka chamska, a blondyn starał się być dla mnie całkiem miły. Tym zachowaniem chciałam trochę zamaskować fakt, że się wywaliłam. W dodatku nie przez ich piłkę ale, po prostu się potknęłam.
 - Może mogę ci to jakoś wynagrodzić? - Niall wypowiedział te słowa w ten sposób, że dostałam gęsiej skórki. Na twarzy chłopaka pojawił się figlarny uśmieszek.
 - Co masz na myśli? - nie widziałam co może mi zaproponować. Szczerze mówiąc wyglądał na chłopaka zdolnego do wszystkiego.
 - Nie martw się, przecież nie proponuję ci pójścia ze mną do łóżka. - byłam zdziwiona, że to powiedział. Lekko się zaczerwieniłam, co on najwidoczniej zauważył, bo zaczął się śmiać.
 - Wcale tak nie myślałam. - próbowałam się tłumaczyć, ale nie byłam za bardzo wiarygodna.
 - Kochanie, twoja mina mówiła sama za siebie. - blondyn niebezpiecznie się do mnie zbliżył i wyszeptał mi te słowa do ucha. Miał taki ponętny głos, że chciałam go pocałować. Z drugiej strony czułam do niego odrazę. Zaraz, zaraz czy on powiedział do mnie kochanie? Co on sobie wyobraża?
Momentalnie odsunęłam się od chłopaka, na co on lekko się uśmiechnął. Jakby wygrał jaką rozgrywkę.
Po tych słowach, nie byłam w stanie nic wypowiedzieć. Na szczęście Niall zrobił to za mnie.
 - Organizuje jutro imprezę u mnie. Może wpadniesz? Pogadamy sobie, bliżej się poznamy... - wypowiadając te słowa chłopak znowu się do mnie przybliżył. Czy on ma jakiś problem... Tak ja już widzę to jego "poznawanie".
 - Raczej nie. - No bo co miałam powiedzieć, w sumie chciała bym pójść na jakąś imprezę. Zwłaszcza, że chłopak jest naprawdę pociągający. Jednak bałam się, nie wiem do czego on jest zdolny, w dodatku na imprezie u siebie w domu.
Chłopak chyba zauważył, że się waham, bo po chwili dodał.
 - Jesteś pewna? Kochanie taka okazja może się nie powtórzyć. - Kochanie? Niech on się ogarnie. Boże jak on to wszystko wymawia. Zachowuje się jak jakaś męska dziwka.
 - Tak, kochanie! - znacząco zaakcentowałam słowo KOCHANIE, co wywołało lekki grymas na jego twarzy. Miałam już dosyć gadania z tym zapatrzonym w siebie blondaskiem. Jeszcze chwila i mu to wszystko powiem. Odwróciłam się od niego i po prostu odeszłam.
Nie zrobiłam nawet kroku, a poczułam silny dłonie na moich nadgarstkach. Zostałam mocno przyciągnięta do chłopaka. Z tego wszystkiego zaczęłam drżeć. Chłopak trzymał mnie mocno, bardzo blisko siebie, wpatrując mi się głęboko w oczy. Dopiero teraz zauważyłam jego piękne niebieskie tęczówki. Mimo tego, że bardzo mi się podobał, przerażał mnie. Najpierw ten ton, teraz to... Staliśmy tak nieruchomo kilka minut. W końcu chłopak przerwał tą męczącą cisze.
 - To może jednak wpadniesz? - dalej nalegał. I co ja mam zrobić? Zaryzykować czy odpuścić i odejść. W jego uścisku nie byłam w stanie racjonalnie myśleć.
 - Nie wiem gdzie mieszkasz. - powiedziałam wypuszczając wstrzymywane powietrze. Błagam niech on mnie już puści, czuję się nie komfortowo.
 - Napisze ci SMS'a. - jak to SMS'a? Przecież on nie zna mojego numeru. Czy ten chłopak jest normalny. Wypowiadając te słowa chłopak nareszcie mnie puścił i po prostu odszedł ze swoimi kolegami.
 - Czekaj, ale ty nie masz mojego numeru. - Krzyknęłam do oddalającego się Nialla.
Na moje słowa chłopak odwrócił się do mnie i  puścił mi oczko. Po chwili mój telefon zawibrował. Byłam w szoku.

Hej mam teraz trochę czasu, więc postanowiłam napisać drugi rozdział ;) 
Czytajcie, komentujcie!

Rozdział 1

Punkt widzenia Jenny:
- Jenny spakowałaś wszystko? - moja mama pytała się już o to chyba dziesiąty raz, no ile można.
- Tak mamo mam wszystko, czy możemy już jechać? Spóźnię się na lotnisko.
Wsiadłyśmy do auta i ruszyłyśmy. Przez całą drogę nic  nie mówiłam. Wyobrażałam sobie jak to będzie w Londynie. Czy coś się zmieni... Mam nadzieję, że poradzę sobie w tym wielkim świecie z moim angielskim. W sumie nie mam się czego obawiać, będę mieszkać u mojej cioci. Ona jest świetna. Taka wyluzowana...
No, no Jenny zbliża się czas imprez i wielkiego szaleństwa. W końcu muszę sobie jakoś wynagrodzić ten stracony czas w rodzinnym, nudnym i bezsensownym miasteczku.
Moje wspaniałe plany przerwała mi moja mama informując, że jesteśmy na miejscu. Obie wysiadłyśmy z samochodu i udałyśmy się w kierunku lotniska.
- Będę za tobą bardzo, bardzo tęsknić Jen - no nie moja rodzicielka zaraz się rozpłacze, ale pewnie jeszcze przed tym da mi wskazówki jak mam się zachowywać u cioci...
- Ja za tobą też mamo - już chciała coś powiedzieć, ale jej przerwałam - Kocham cię.
Na te słowa moja ukochana mamusia mocno mnie przytuliła i odesłała do samolotu.
Ach czuję zapach wolności. Nie to, że nie kocham moich rodziców, ale miałam już dość ich rozkazów, spędzania wolnego czasu itd. Myślałam tak jeszcze chwilę, wpatrując się w chmury, aż zasnęłam.
Obudził mnie wstrząs lądującego samolotu. Pozbierałam się, przeczesałam włosy i wyszłam z tej wielkiej puszki. Gdy zobaczyłam Londyńskie lotnisko, byłam zagubiona. To wszystko jest takie ogromne. Na szczęście w dość krótkim czasie dostrzegłam moją ciocie. Pospiesznie do niej podeszłam.
- Cześć kochana! Jak się leciało. Pewnie jesteś zmęczona, a ja chciałam cię oprowadzić po Londynie. No cóż to może jutro? Świetnie! Chodźmy do auta - ale ona ma tępo, nie zdążyłam odpowiedzieć na ani jedno pytanie a ona już siedziała w samochodzie czekając na mnie. Coś czuję, że to będą bardzo męczące wakacje.
W domu, ciotka pokazała mi mój pokój po czym poinformowała, że jest omówiona z koleżankami. Taa... ona się nigdy nie zmieni. Więc zostałam sama i rzuciłam się na łóżko. Leżałam parę minut, jednak stwierdziłam, że nie jestem zmęczona. Wstałam, przebrałam się i wyszłam zwiedzić trochę okolice.
Szłam londyńską uliczką, wpatrując się w domy i ludzi. Boże zachowuję się jak jakaś psychopatka!
Z zamyślań wyrwały mnie huki. Zobaczyłam grupkę chłopaków grających w piłkę. Nie powiem byli zajebiście przystojni. Nawet nie zauważyłam, że z tej ekscytacji stałam w miejscu, wpatrując się w nich.
Jeden z chłopaków kopnął w moją stronę piłkę. Chciałam jakoś ją wyminąć, czy coś, ale wyszło na to, że się wywaliłam. Jaka ze mnie idiotka. Leżałam na ziemi przed mega przystojnymi chłopakami. Ja to umiem poderwać chłopców. Przynajmniej sprawiłam, że zaczęli się śmiać...
Nagle usłyszałam niski głos chłopaka. Był chyba najlepszy z całej grupki. Nie wiem czemu, ale na głos blondyna moje serce zaczęło szybciej bić.
 - Dobra chłopaki wystarczy! - czy on właśnie kazał im przestać się ze mnie śmiać? Zdziwiłam się, bo momentalnie przestali.
Blondyn popatrzył na resztę znacząco, po czym powoli do mnie podszedł.

No więc jest pierwszy rozdział. Spotkanie Nialla i Jenny. Wiem, że krótki i beznadziejny, ale nie umiem zaczynać. Proszę komentujcie i piszcie jak wam się podoba. ;*


piątek, 24 maja 2013

Prolog

Perspektywa Jenny:
Miałam dość nudne życie, nic się nie działo. Mieszkałam w małym mieście, którego naprawdę nienawidziłam. Codziennie marzyłam, aby któregoś dnia wyjechać i już nigdy nie wrócić na to zadupie. Moja rodzina nie była bogata, ale jakimś cudem udało nam się nazbierać pieniądze na mój wyjazd do Londynu. Moje marzenie naprawdę się spełniło! Ale to co zdarzyło się tam, to już całkiem inna historia. Przeżywałam tam chyba wszystkie możliwe uczucia, od wielkiej euforii do najgłębszego smutku. Nienawiść, przyjaźń, miłość...
Z moim szczęściem, oczywiście nie mogłam trafić na kogoś normalnego, ale w sumie sama nie jestem oceanem spokoju i normalności. Ten którego obdarzyłam zaufaniem, przyjaźnią, a może nawet czymś więcej był nieprzewidywalny, tajemniczy, ale coś trzymało mnie przy nim. Po mimo tego, że często mnie ranił, nie   mogłam go zostawić, zapomnieć. Pokochałam go.

Hej, dopiero zaczynam, więc jeśli czytacie to komentujcie, żebym wiedziała czy w ogóle zaczynać tego bloga. Xx