Odblokowałam telefon i przeczytałam wiadomość, którą przed chwilą dostałam. Była od nieznajomego numeru, ale po treści można się było domyśleć kto jest nadawcą...
*Spotkajmy się w Green Park jutro wieczorem. Ubierz coś fajnego,
pójdziemy do mnie kochanie. xx*
Długo myślałam nad odpowiedzią. Zastanawiałam się czy na pewno się zgodzić czy lepiej będzie jeśli odmówię... ale w końcu już się zgodziłam, więc chyba nie wypada teraz się nie zgodzić. Kogo ja okłamuję... dobrze wiem, że nie chodzi o to co wypada, a co nie. Chcę iść na tę imprezę. Ten chłopak, Niall... on jest interesujący, a ja nie mogę zmarnować takiej szansy.
W końcu wróciłam do świata żywych i odpisałam zwyczajne "OK". Wiem, że to głupie i mogłam się postarać na coś lepszego, ale w tej chwili nic innego nie przychodziło mi do głowy.
Po odpisaniu na wiadomość Nialla położyłam się, mając zamiar zasnąć. Ułożyłam się wygodnie i jeszcze przez długi czas snułam historię jutrzejszej imprezy...
Oczami Nialla:
Przeczytałem wiadomość od Jenny i chodź nie była ona zbyt rozwinięta ucieszyłem się. Byłem zadowolony, że w ogóle się zgodziła. Chyba zrobiłem na niej dobre wrażenie, bo kto normalny idzie do kogoś obcego na domówkę...
Nagle zadzwonił mój telefon. Przez chwilę myślałem, a nawet miałem nadzieję, że to Jenny. Był to jednak mój kumpel.
- Siema Niall, słyszałem, że wyrwałeś jakąś fajną laskę dzisiaj. To prawda co chłopaki mówią? - Czy Josh się śmieje czy tylko mi się wydaję? Ale z czego?
- A co mówią? - nie mam pojęcia o co mu chodzi, co go tak rozbawiło...
- No, że ty i ta twoja laska... coś między wami jest stary? - moje mięśnie automatycznie się napięły, a temperatura ciała momentalnie podskoczyła. - Wiesz, mi możesz powiedzieć. - czy on myśli, że będę mu się zwierzał??
- Pojebało cię?! Znam ją od paru godzin, a poza tym to nic nie warta szmata... - jednak na twarz wkradł mi się mały uśmieszek... - Ale nie powiem ciało ma niezłe. Przyjdzie jutro na imprezę - nie miałem ochoty się mu tłumaczyć. Nic nie czułem do tej dziewczyny, na prawdę była dla mnie NIKIM.
- Dobra stary spokojnie. W ogóle jak udało ci się ją przekonać, żeby poszła do ciebie. Przecież ona cię nie zna? - ostatnie zdanie Josh wypowiedział z powagą, nie dowierzaniem. Chyba za mało wierzy w moje umiejętności.
- Jak byś jeszcze nie zauważył mam swoje sposoby - powiedziałem figlarnie.
- Zupełnie nie wiem co te laski w tobie widzą... - po tych słowach rozłączył się.
Rzuciłem telefon na łóżko, a następnie sam na nim usiadłem. Zacząłem analizować moją rozmowę telefoniczną z Josh'em. Zadałem sobie proste pytanie... zupełnie nie zobowiązujące. Czy ona mi się podoba? Po mimo tego, że znam ją zaledwie kilka godzin, coś ciągnie mnie do niej. Nagle przypomniały mi się bolesne wspomnienia. Od razu poczułem niechęć do tej dziewczyny. Jeśli choć przez chwile mi się podobała, w tym momencie zniszczyłem jakiekolwiek uczucia do niej.
Oczami Jenny:
Obudziłam się rano przez rażące promienie słońca, przedostające się przez zasłony. Spojrzałam na zegarek. Było około południa. Ach... uwielbiam długo spać. Dobra dość tego. Trzeba wstać i wziąć się w garść. Zwlekłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Wykonałam poranną toaletę, a następnie ubrałam się w zwykłe, ale bardzo wygodne, szare dresy i biały t-shirt. Zeszłam na dolne piętro, gdzie przywitała mnie moja ciocia. Cała w skowronkach, biegająca po kuchni. Przyrządzała mnóstwo pyszności.
- Przepraszam, ale czy coś się stało? - stanęłam przed nią obierając się o blat kuchenny
- A co miało się stać słońce? A nawiązując do słońca, to późno wstałaś. Dobrze się spało? - nie odwracając wzroku od kolorowych kanapek zadała mi szereg pytań.
- TAK CIOCIU... dobrze się spało. A teraz nawiązując do ciebie to... czemu jesteś taka... no szczęśliwa jak nigdy. - nie wiedziałam jak nazwać to jej obecne zachowanie. Po wypowiedzeniu tych słów podeszłam do stołu i zaczęłam zajadać się pysznościami przez nią przygotowanymi.
- No więc, skoro już zauważyłaś... - chciało mi się śmiać, przez nagłą powagę mojej cioci. - ...poznałam kogoś i jesteśmy dzisiaj umówieni. - jej mina dalej była cholernie poważna, a ja wewnątrz zwijałam się ze śmiechu. Natychmiast się uspokoiłam, przypominając sobie o MOIM DZISIEJSZYM SPOTKANIU. Zupełnie o tym zapomniałam!
Moja ciocia mówiła coś do mnie, ale ja zupełnie jej nie słyszałam. W mojej głowie krążyły myśli jedynie związane z dzisiejszą imprezą, tym co włożę i niestety Niallem... Już sama myśl o tym chłopaku wywoływała u mnie gęsią skórkę.
Po śniadaniu postanowiłam wybrać "kreację" na dzisiejszy wieczór. Powywalałam wszystkie ubrania z mojej szafy i zaczęłam po kolei mierzyć każde z nich. Tworzyłam chyba wszystkie możliwe kombinacje. W końcu zdecydowałam się na czarne obcisłe rurki, luźny czarny podkoszulek z Charlie Chaplinem i czarne vans'y.
Spojrzałam na zegarem, była już 17.00! Uczesałam się, pomalowałam rzęsy i nałożyłam błyszczyk. Przed wyjściem zjadłam coś na szybko i wybiegłam w stronę parku.
Po około dziesięciu minutach byłam na miejscu, ale Nialla tam nie było. Stwierdziłam, że poczekam kilka minut, potem kilkanaście. Byłam wkurzona. Niall mnie wystawił? Wiedziałam, że takiemu chłopakowi nie można ufać. Siedziałam na ławce wyzywając Nialla i przeklinając jego osobę.
Hej, Dziękuje za miłe komentarze. Cieszę się, że czytacie, dla tego postanowiłam napisać ten rozdział. To chyba najdłuższy rozdział jak dotychczas? xx